sobota, 6 marca 2010
środa, 3 marca 2010
wtorek, 2 marca 2010
Zróbmy sobie zdjęcie bazyliki...
Termin „nocne zdjęcie" jest dosyć niefortunny, ponieważ wszystkie najpiękniejsze nocne zdjęcia jakie widziałem, nie były robione w nocy... tak, tak... nie przesłyszeliście się... nocnych zdjęć nie powinno robić się w nocy. Oczywiście nie robimy ich także za dnia ;)
Osobiście bardzo lubię ten rodzaj fotografii, jednak ma on sporo ograniczeń i nie należy do najłatwiejszych, poza tym zwykle jest bardzo mało czasu na zrobienie zdjęcia i trzeba się dobrze przygotować, aby nie wrócić z sesji z niczym...
Najpiękniejszym elementem nocnego zdjęcia jest głębokie w kolorze, ciemnoniebieskie niebo. Nie blado niebieskie, nie sine, nie czarne, ale niebiesko-granatowe… Najlepszą porą do zrobienia takich zdjęć jest 15-20 minut po zachodzie słońca oraz tyle samo przed wschodem słońca. Licząc szybko i optymistycznie, w ciągu doby mamy zaledwie 30-40 minut na zdobienie dobrych zdjęć. Uwierzcie to bardzo mało czasu, starcza raptem na kilka ujęć.
Kolejną istotną zaletą robienia zdjęć zaraz po zachodzie i tuż przed wschodem słońca jest światło. Resztki światła dziennego i sztuczne oświetlenie (często kilku rodzajów) ładnie się równoważą, zdjęcia nie wychodzą zbyt żółte ani zbyt niebieskie czy zielone albo pomarańczowe, ale zbliżone do naturalnej kolorystyki, a jeśli zdjęcia robimy dodatkowo w RAWach możemy bardzo łatwo skorygować balans bieli by uzyskać jeszcze lepsze efekty.
Aby jakość zdjęć była na wysokim poziomie, potrzebujemy ustawić jak najniższą czułość matrycy i odpowiednio dużą przesłonę, aby wszystko co jest ważne na zdjęciu znalazło się w strefie ostrości. Czasy naświetlenia będą na poziomie kilku - kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu sekund. Aparat więc bezwzględnie musi być ustawiony na statywie, a migawkę wyzwalamy z opóźnieniem lub za pomocą pilota czy wężyka, aby nie poruszyć aparatu i nie rozmazać zdjęcia. Jak sami widzicie, na jedno zdjęcie potrzebujemy tyle czasu, że praktycznie nie ma go na chodzenie i szukanie kadrów... trzeba po prostu być na miejscu wcześniej i wyszukać sobie miejsca, z których będziemy robili zdjęcia. Poza tym istnieje duże prawdopodobieństwo, że aparat nie poradzi sobie dobrze z warunkami zastanymi i np. jasno oświetlony budynek czy inny obiekt wyjdzie na zdjęciu zbyt jasny, albo niebo zbyt ciemne. Tracimy więc kolejne cenne minuty na korekty zdjęcia.
Przewagą nocnych zdjęć nad dziennymi jest jeszcze to, że w zasadzie nie przeszkadza nam żadna pogoda... może być pochmurno, może nie być żadnej chmury, lub może być ich tylko kilka, a zdjęcia i tak będą prezentowały się nieźle. Pamiętać tylko należy, że w pochmurny dzień szybciej robi się ciemno oraz wieczorem ściemnia się szybciej na wschodzie, a nad ranem rozjaśnia się później na zachodzie. Ta druga informacja jest o tyle istotna, że wybierając miejsca do ujęć warto wybrać dwa robione w przeciwne strony, dzięki czemu można w różnym okresie czasu uzyskać podobną kolorystykę nieba.
Jeszcze jedna rada... wydłużając czas naświetlenia w wietrzny i pochmurny dzień możemy uzyskać fantastyczne efekty „płynącego nieba", wtedy nad naszym nieruchomym obiektem przemieszczające się chmury rozmyją się na kształt płynącej wody.
Z doświadczenia wiem, ze dwa ujęcia to optymalne rozwiązanie, bo wtedy różnica w „jasności nieba" nie będzie zbyt drastyczna. Zdjęcia bazyliki trzebnickiej robiłem kilka dni, a i tak mam jeszcze kilka nowych pomysłów i na pewno wrócę tam jeszcze nieraz. Przy takich zdjęciach pośpiech nigdy nie popłaca i warto o tym pamiętać.
Na dzisiaj tyle... mam nadzieję, że po tej lekturze Wasze zdjęcia będą jeszcze piękniejsze.
tekst archiwalny (2009)
środa, 24 lutego 2010
...i zobaczyłem lampy cień...
Kiedy przeprowadziłem się do Trzebnicy, pierwsze kroki "fotograficzne" skierowałem w kierunku bazyliki. Wydaje mi się, że to dosyć naturalny odruch. Przecież to jedno z najpiękniejszych miejsc w mieście i jedno z najpiękniejszych założeń klasztornych na Dolnym Śląsku. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że jedno z najpiękniejszych w Polsce.
Już podczas pierwszego rekonesansu, moją uwagę przykuły dwie rzeczy, dwa detale... pierwszy to kolumna św. Jana Nepomucena z dwoma aniołkami, a drugi bardziej ukryty i mniej rzucający się w oczy, to wisząca lampka przy północno-zachodnim narożniku świątyni... Podchodziłem z aparatem do tego tematu w sumie kilkanaście razy. Raz w dzień, raz w nocy, w pochmurne przedpołudnie, mglisty poranek i słoneczne popołudnie. Pewnego razu, właśnie późnym popołudniem zastałem wspaniałe warunki do zrobienia kilku ujęć bazyliki... i wtedy już prawie zachodzące słońce oświetliło "moją" lampę mocnym, ale miękkim i ciepłym światłem. Może dla innych to nic wielkiego, ale ja dojrzałem w tym coś magicznego. Właśnie wtenczas lampa rzuciła wyraźny i mocny cień na pobliską szkarpę. Cień o barwie głębokiego brązu pięknie kontrastował z chropowatą fakturą, żółtego tynku... Ten duet wydawał mi się stworzony dla siebie.
Właśnie to wydarzenie zwróciło moją uwagę na ciekawy aspekt fotografii miejsc i rzeczy. Każda rzecz ma swój cień jeśli tylko znajdzie odpowiednie dla siebie światło :) Wyjątkowy truizm, ale wydaje mi się, że warto pamiętać o tym fakcie. Dzięki temu mamy zawsze szansę zrobić niepowtarzalne zdjęcie, nawet w miejscach, które wydają się obfotografowali już wszyscy i w każdy możliwy sposób.
W swojej kolekcji zdjęć mam kilka takich ujęć. W zasadzie to nawet więcej niż kilka... jak dokładnie zacząłem przeglądać portfolio przed napisaniem tego tekstu, to okazało się, ze mam takich zdjęć naprawdę sporo. Jest to po prostu dla mnie świetny sposób na urozmaicenie reportażu, ale także na zrobienie bardzo dobrego pełnoprawnego obrazu, rzeczywistości subiektywnej...
Poniżej przedstawiam skromną galerię przeróżnych cienizn, jakie wyszły spod mojej ręki. Mam nadzieję, że staną się one inspiracją do Waszych własnych poszukiwań w tym temacie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












































